Szabłowski w Przemyślu - reportaż, który smakuje historią

Szabłowski w Przemyślu - reportaż, który smakuje historią

FOT. Przemyska Biblioteka Publiczna im. Ignacego Krasickiego

W Sali Wielofunkcyjnej Przemyskiej Biblioteki Publicznej zrobiło się gęsto od historii, które nie mieszczą się w jednym tomie. 12 maja 2026 roku Witold Szabłowski przyjechał do Przemyśla z opowieściami o dyktatorach, Wołyniu i reporterskim grzebaniu w cudzych biografiach, a sala dostała spotkanie szybkie, konkretne i pełne zaskoczeń 📚.

Rozmowę prowadziła Agata Pilawa, ale już po kilku minutach było jasne, że to autor trzyma całe to spotkanie w garści. Odpowiadał bez zawahania, dorzucał daty, nazwiska i szczegóły, a przy tym nie gubił lekkości, dzięki której rozmowa ani przez chwilę nie zamieniała się w akademicki wykład.

  • Spotkanie autorskie z Witoldem Szabłowskim szybko wyszło poza jedną książkę
  • W „Kucharzach dyktatorów” kuchnia okazała się lustrzanym odbiciem władzy
  • Przemyśl zobaczył autora, którego książki wychodzą daleko poza biblioteczną półkę

Spotkanie autorskie z Witoldem Szabłowskim szybko wyszło poza jedną książkę

Szabłowski zaczął od swojego debiutu, czyli „Zabójcy z miasta moreli”, i od razu przeniósł publiczność do Turcji sprzed lat. To właśnie przy pracy nad tym reportażem dotarł do rodziny Mehmeta Ali Ağcy - ludzi zwyczajnych, wciągniętych w historię dużo większą niż ich własne życie.

Najbardziej nieoczywisty wątek tej opowieści dotyczył późniejszej prośby bliskich Ağcy o polskie obywatelstwo. Ich logika była prosta: skoro Jan Paweł II nazwał Alego bratem, to musiał uznać go za Polaka, a skoro tak - cała rodzina też powinna do tej wspólnoty należeć. Taki reporterski skręt Szabłowski opowiadał z wyraźną satysfakcją, bo właśnie za takie historie czytelnicy wracają do dobrego reportażu.

W „Kucharzach dyktatorów” kuchnia okazała się lustrzanym odbiciem władzy

Potem rozmowa weszła w teren, z którego Szabłowski jest dziś najbardziej znany - „Kucharzy dyktatorów”. Autor opowiadał, że postanowił rozmawiać z ludźmi, którzy naprawdę gotowali dla Władimira Putina, Idiego Amina, Saddama Husajna czy Pol Pota, i z tych rozmów złożył książkę o polityce, jedzeniu, lojalności i absurdach życia przy władzy 🌍.

Wśród przywołanych przez niego historii pojawiały się sceny z pozoru nie do uwierzenia: pizza dla Kim Dzong Ila, niedźwiedzina, która nie okazała się najlepszym pomysłem na kolację, czy ulubione gołąbki Mu’ammara al-Kaddafiego. Zamiast suchego katalogu faktów wyszedł z tego żywy materiał o świecie, w którym kuchnia mówi czasem więcej niż oficjalne przemówienia.

Przemyśl zobaczył autora, którego książki wychodzą daleko poza biblioteczną półkę

Szabłowski nie odpuścił też „Opowieści z Wołynia”. Mówił o polskich ofiarach, ale też o Ukraińcach zabitych przez UPA za pomoc sąsiadom, a w jego opowieści wyraźnie brzmiało to, co w reportażu najtrudniejsze - chodzenie od domu do domu, cierpliwe słuchanie i sprawdzanie pamięci tamtych miejsc. Nie każdy tam chciał rozmawiać, ale właśnie z takich spotkań rodzi się materiał, który zostaje na długo.

Wieczór miał też wyraźny sygnał, że twórczość autora coraz mocniej pracuje poza Polską. 10 czerwca na festiwalu Tribeca w Nowym Jorku ma zostać pokazany film dokumentalny oparty na „Kucharzach dyktatorów”, a Szabłowski mówił o tym z dumą, podkreślając rolę Macieja Musiała jako producenta. Po ponad półtorej godziny rozmowy w bibliotece zostało jedno wrażenie - to był czas dobrze spędzony, a apetyt na kolejne książki tylko wzrósł 🎤.

na podstawie: Przemyska Biblioteka Publiczna.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Przemyska Biblioteka Publiczna im. Ignacego Krasickiego). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.